Ferie się skichały

Tomasz Tomaszczyk        21 lutego 2017        Komentarze (0)

W mazowieckim sam środek ferii. Wielu z nas zaplanowało sobie wyjazd, wzięło urlop, aż tu nagle los wszystko krzyżuje. Czy w takiej sytuacji musimy stracić urlop bezproduktywnie?

Nie koniecznie. Na powrót do pracy potrzebujemy zgody pracodawcy. On nam urlop skrócić może, domagając się powrotu. My takiej możliwości nie mamy. Jak się zgodzi radośnie wracamy do pracy.

Ale jeżeli wypadkiem krzyżującym nam plany związane z feriami jest choroba, sytuacja wygląda inaczej. Wysyłamy zwolnienie do pracodawcy i urlop wypoczynkowy sam się anuluje. Wypoczywać bowiem możemy tylko zdrowi;-).

Drań dalej nie płaci

Tomasz Tomaszczyk        16 lutego 2017        Komentarze (0)

Udało się. Mamy na tego naszego pracodawcę tytuł wykonawczy i możemy iść do komornika. Jak firma działa i ma się dobrze to mamy nasz happy end. Natomiast jak firma poszła z torbami – zaczyna się czarny szlak dla zawodowców.

Jeżeli zatrudniała nas spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zawsze pojawia się opcja zgłoszenia się z żądaniem zapłaty do członków zarządu. Jak nie zgłosili wniosku o upadłość spółki, kiedy jej zobowiązania przekroczyły połowę wartości kapitału zakładowego, to odpowiadają razem ze spółką. A ponieważ nasze spółki mają zazwyczaj tak niski kapitał jak tylko się da, to motyw ten sprawdza się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.

Jak okazuje się, że nasz pracodawca okazał się zapobiegliwy na tyle, że majątek poprzepisywał po rodzinie, możemy spróbować skargi pauliańskiej, czyli powództwa gdzie domagamy się uznania tego przepisywania a bezskuteczne wobec nas.

No i oczywiście pozostaje nam najbardziej dla wszystkich pracodawców dotkliwa droga karna. Niepłacenie pracownikom może bowiem być uznane za przestępstwo. Pozbywanie się majątku, zanim zdoła się pojawić komornik również. Organy ścigania czasem trzeba zmotywować do działania (ich zdaniem najlepiej wszystko umorzyć) i często już samo przesłuchanie na policji czyni cuda. Zwłaszcza w rodzaju magicznego pojawienia się pieniędzy.

Dlatego jak od dawnego szefa słyszymy – „nie zapłacę i co mi zrobisz?” – to w głowie może się pojawić parę opcji. W razie czego #damyradę;-).

 

Drań mi nie zapłacił!

Tomasz Tomaszczyk        01 lutego 2017        3 komentarze

Ponieważ mój klient miał zawód trącący sztuką, pracodawca zaproponował mu umowę o dzieło. W ramach tej umowy otrzymywał stałe miesięczne wynagrodzenie, przychodził na godzinę 8 i wychodził o 16. Tworzył swoje dzieła, jednocześnie dogrywał spotkania, negocjował z klientami, brał udział w burzach mózgów, a jak chciał gdziekolwiek wyjść w godzinach pracy musiał prosić o pozwolenie.

W pewnym momencie zaczęło się – wiecie rozumiecie, firma ma kłopoty i wynagrodzenie będzie trochę później. Z tego trochę zrobiło się kilka miesięcy. W końcu mój klient zrobił to co należy zrobić w takiej sytuacji, czyli stracił cierpliwość i załamany przyszedł do mnie.

W trakcie rozmowy okazało się, że umowa cywilnoprawna, którą miał podpisaną miała wszelkie cechy stosunku pracy, ponieważ nigdy nie było, że ja wolę, tylko jawohl (o tym, kiedy mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, piszę tutaj). Nie miał znaczenia fakt, że co miesiąc podpisywał kolejną umowę o dzieło.

Szybko złożyliśmy pozew o zaległe wynagrodzenie i ustalenie stosunku pracy. Sąd zasądził całą zaległą kwotę i ustalił, że zatrudnienie trwało przez 1,5 roku, już na pierwszym terminie. Teraz tylko wyegzekwować. Jak prezes będzie się opierał w dalszym ciągu, w sukurs, po ustaleniu stosunku pracy, przychodzi prawo karne i paragrafy o ochronie praw pracowniczych. Groźba sankcji karnych działa lepiej niż komornik. Dość często pieniądze znajdują się spod ziemi.

Sprawa z prawa pracy

Tomasz Tomaszczyk        25 stycznia 2017        Komentarze (0)

Pewien bank zwolnił moją klientkę. Uzasadnienie wypowiedzenia było dość mętne – nie dopełnienie czegoś tam, co narażało albo doprowadziło do strat jakiś tam. Ruszyłem więc do sądu z żądaniem odszkodowania (klientka straciła zapał do pracy, u takie pracodawcy, co to z dnia na dzień, pomimo realizacji celów), wskazując, że przyczyna wypowiedzenia jest nieprawdziwa, a co najmniej niekonkretna.

Strona pozwana w odpowiedzi na pozew stwierdziła z kolei, że odwołanie nie zasługuje na uwzględnienie, bo nie przedstawiamy żadnych dowodów, a prawdziwość przyczyny potwierdzą zeznania przełożonego mojej klientki.

W tym stanie rzeczy radośnie napisałem odpowiedź na odpowiedź, zgłosiłem świadków. Pod salą z ramienia banku czekała młoda pani radca prawny. Podszedłem więc i niewinnie zagadnąłem, czy w tym stanie rzeczy bank naprawdę chce się sądzić, czy nie lepiej im rzucić ręcznik i poprosić o jakiś upust w ramach ugody?

Pani mecenas moją propozycję zbyła stwierdzeniem, że ja chyba nie znam tego sędziego, który w tej sprawie orzeka. Wymyśliła też nową teorię, że w przypadku odwołania od wypowiedzenia to ja powinienem udowodnić, że oni nie mają racji, a ponieważ wniosków dowodowych nie zgłosiłem przy odwołaniu, to na pewno sąd je wszystkie oddali.

Akurat przed tym składem orzekającym to już któraś moja sprawa była. Sędzia z natury chyba karnista, ale prawo pracy czuje doskonale, więc czekałem spokojnie na przedstawienie.

Wchodzimy – spór o wnioski dowodowe szybko 1-0 dla mnie. Słuchamy przełożonego mojej klientki. A ten wprost przyznaje, że moja klientka nie wiedziała o co im chodzi, a i jemu wyjaśnienie sądowi też nieskładnie idzie. Sąd przerwał przesłuchanie i odroczył na kolejny termin z uwagi na duże opóźnienie. Nawet nie miałem okazji sam się za niego wziąć.

Po rozprawie znowu zaczepiam panią mecenas, czy może jednak strona pozwana przemyśli jakąś formę kapitulacji, biorąc pod uwagę dotychczasowy przebieg postępowania? Znowu spotkałem się z reakcją godnościową, ale teraz popartą rozpaczliwym stwierdzeniem, że oni nie mogą zgłosić wniosków dowodowych, bo to tajemnica bankowa.

Tak to jest, jak komuś się wydaje, że jak kiedyś się czemuś przyjrzał, to już wie doskonale, jak to działa. Pani radcy prawnej coś chyba dzwoni, ale nie w tym kościele co trzeba, więc mam szansę odrobinę się pobawić, przy grilowaniu strony przeciwnej. A jak się obudzą teraz z wnioskami dowodowymi oraz zmianą stanowiska – to przećwiczymy działanie prekluzji dowodowej. No i oczywiście zasady – kto czego dowodzi w sprawie o odwołanie od wypowiedzenia umowy o pracę;-).

Sąd w obronie ZUS-u

Tomasz Tomaszczyk        17 stycznia 2017        Komentarze (1)

Teoretycznie postępowanie cywilne jest kontradyktoryjne, co oznacza, że to strony prowadzą spór, a sąd jest bezstronnym arbitrem. Niestety w sprawach z ZUS, często teoria nie daje się pogodzić z praktyką. Przedstawiciel ZUS nie stawia się na rozprawie, a sędzia bierze na siebie ciężar bronienia tej instytucji, bo przecież i on, i nasz drogi organ rentowy, to koniec końców Skarb Państwa.

Czasem dochodzi aż do takich absurdów, jak w sprawie, którą niedawno zakończyłem, gdzie ZUS zakwestionował realność prowadzonej działalności gospodarczej Pani Joasi.

Pani Joasia robiła bowiem ręcznie artystyczne świeczniki, popielniczki oraz inne podobne bibeloty, głównie korzystając z materiałów będących obiektem zainteresowania hydraulików. Efekt jej pracy był przedmiotem pożądania każdego szanującego się hipstera.

Niestety w sądzie pierwszej instancji trafiliśmy na panią sędzię zatwardziałą obrończynię interesów ZUS, oraz zupełnie niewrażliwą na sztukę. Co z tego, że jest domniemanie prowadzenia działalności gospodarczej, jest ona wpisana do rejestru, że przedstawiliśmy dowody sprzedaży rękodzieł oraz opinie zadowolonych klientów? Ponieważ nie trafiliśmy w gust artystyczny składu orzekającego, wyrok oddalał odwołanie.

Dodatkowo Pani Joasia była załamana stwierdzeniem, że „takiego brzydactwa to nikt by nie kupił”.

Mnie pozostało sporządzenie odwołania i walka przed Sądem Apelacyjnym. Dopiero tam udało się przekonać nasz wymiar sprawiedliwości, że odczucia estetyczne jednostki o bardziej konserwatywnym guście, nie mogą być podstawą orzeczenia. Dodam tylko, że do końca Sąd, a nie ZUS szukał dziury w całym. ZUS na postępowanie apelacyjne w końcu się bowiem stawił, ale jedyne co mówił, to to, że pozostawia wniosek do uznania Wysokiego Sądu.

Dlatego ze mną, czy beze mnie – ZUS-owi nie odpuszczajcie i walczcie do końca.