Co jeszcze, oprócz umowy o pracę?

Tomasz Tomaszczyk        26 czerwca 2017        Komentarze (0)

Przy podpisywaniu umowy o pracę zazwyczaj nie poświęcamy za dużo uwagi innym dokumentom, jakie podpisujemy. A może ich być całkiem sporo. Również tak ważne, jak oświadczenia, że zapoznaliśmy się z regulaminem pracy, regulaminem wynagrodzenia, czy też innymi zasadami dobrych praktyk oraz postępowania na terenie zakładu.

Jakie to ma konsekwencje? Całkiem spore. Te dokumenty stają się bowiem częścią naszej umowy o pracę. Mogą regulować m.in sposób zlecania nadgodzin (mój ulubiony zapis – konieczna jest pisemna zgoda przełożonego), występowania o urlop, czy dodatkowe świadczenia jakie nam przysługują.

I tu bardzo ważna uwaga – ponieważ te regulaminy, jak i inne wewnątrzzakładowe przepisy są de facto częścią naszej umowy o pracę, szefostwo nie może dowolnie ich zmieniać, tylko przy zmianach na niekorzyść konieczne jest wypowiedzenie.

A jak szefostwo nie wypowie warunków pracy i płacy, to obowiązują nas poprzednie regulacje, a ja mam bardzo ciekawą sprawę do poprowadzenia;-).

Dyscyplinarka bez sensu

Tomasz Tomaszczyk        30 maja 2017        Komentarze (0)

Największą wadą modelu polskiego prawa pracy jest to, ze zostało ono napisane pod błyskawicznie działające sądy, które w rzeczywistości potrafią wyznaczać pierwszy termin rozprawy nawet po 9 miesiącach. Pamiętam jak kiedyś szwankowała obsada wydziału pracy w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Żoliborza i sprawy wpadały do referatu bez referenta i leżały sobie, czekając na powołanie nowego sędziego, ponad rok. Ostatnio wszystko jakby przyspieszyło, ale różowo dalej nie jest (pierwszy termin często po 4 miesiącach).

Część pracodawców się tego nauczyła i jak z jakiegoś powodu chcą nam zrobić krzywdę, to wpadają na pomysł z niczym nieuzasadnioną dyscyplinarką. Rozumują w ten sposób – ja Tobie dziś gola, a sąd może to odkręci to za dwa, trzy lata.

Jak sobie z tym radzić? Biec szybko po prawnika i niech on składa odwołanie od sądu pracy, i zgłasza się do pracodawcy z propozycją ugody. To co na pierwszy rzut oka wydawało się naszemu byłemu szefowi takim dobrym pomysłem, szybko nim przestaje być, jeżeli roztoczy się przed nim całą komplikację życia jaką w rewanżu planujemy. Mi broda oraz zły uśmiech bardzo pomagają doprowadzać takie rozmowy do happy end-u;).

Zwolnienie – kłopot dla pracodawcy

Tomasz Tomaszczyk        17 maja 2017        Komentarze (0)

Kiedy jesteście proszeni na Tę właśnie rozmowę na 99% odbędzie się ona nie face to face z waszym przełożonym, ale będzie również ktoś z HR. Mówię oczywiście o rozmowie w trakcie której wasz pracodawca postanowił sfinalizować rozstanie z wami lub degradację.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzią jest magiczne hasło – ciężar dowodu. Art. 6 kodeksu cywilnego mówi, że jak ktoś z jakiegoś faktu wywodzi skutki prawne, to musi te fakty udowodnić. Pracodawca twierdzi, że wręczył nam wypowiedzenie – to on więc musi udowodnić, że je otrzymaliśmy. A jak mówili Rzymianie, którzy na każdą okazję mieli zgrabną paremię – testis unus, testis nullus – co wykłada się – jeden świadek, żaden świadek.

I tutaj pojawia się kolejna trudność w sądzeniu się z pracodawcą – jak radzić sobie z takim, u którego pracują wszyscy nasi świadkowie – ale to temat na inny wpis (oraz część mojej wiedzy tajemnej).

A wracając do tematu – wiecie już czemu zwalnianie zawsze odbywa się w mniej kameralnych warunkach. A jak to pracodawca skopie… Cóż – właśnie wyszedłem z rozprawy, gdzie sąd rozważał trzy różne terminy wręczenia mojej klientce wypowiedzenia. I to dopiero jest zabawa – obserwować jak mina pracodawcy rzednie coraz bardziej:-).

Śpieszmy się pozywać ZUS, bo tak szybko odchodzi

Tomasz Tomaszczyk        11 maja 2017        Komentarze (0)

Śpieszmy się pozywać ZUS, bo nie mamy szansy odebrać w przyszłości świadczeń, na które obecnie płacimy składki. I nie oszukujmy się, to nie są żadne składki, tylko podatek celowy na ubezpieczenia społeczne. Sejm uchwali, TK klepnie i koniec końców – nic nam się nie będzie należało, bo ZUS-owi zwyczajnie skończą się nasze pieniądze.

Tytle tytułem wstępu. A skąd ten ogień akurat dzisiaj? Bo właśnie wygrałem sprawę, która jest pokłosiem kończących się (naszych) pieniędzy w szanownym ZUS-ie.

Główny udziałowiec spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i jej Prezes zatrudnił się w swojej firmie na ok. 9.000 zł miesięcznie. Z mniejszościowym udziałowcem ustalili, że firma dostatecznie się rozwinęła, a on spędza w niej więcej czasu, niż ktoś na klasycznym etacie. Podpisali więc umowę.

ZUS składki brał i nic nie budziło jego zastrzeżeń. Do momentu kiedy Pan Prezes poślizgnął się i wylądował na dłuższym zwolnieniu ze złamaną nogą. Wtedy pojawiła się kontrol z ZUS i stwierdziła, że umowa jest nieważna w świetle art. 210 ksh, a poza tym większościowy udziałowiec nie może być zatrudniony w swojej firmie.

Otóż może, bo szanowny organ rentowy zapomniał był sobie, że istnieje coś takiego jak podporządkowanie autonomiczne, a nieważność umowy o pracę nie niweluje samego zatrudnienia, jeżeli praca była świadczona, pracodawca ją przyjmował i za nią płacił.

Efektem końcowym jest korzystny wyrok, i zobowiązanie ZUS do zwrotu kosztów zastępstwa procesowego w zakresie sporo szerszym niż moje honorarium. Czas chyba przestać być aż tak tanim draniem…;)

Kategoria i nie tylko – kobieta się rozwodzi.

Tomasz Tomaszczyk        19 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Rozpocznę ten tekst od apelu do mężczyzn – nie czytajcie tego. Nie jest to wiedza skierowana do was i na pewno wam nie pomoże. O tym co was Panowie może boleć pisałem tutaj.

A więc droga czytelniczko – byłaś w związku z kimś, z kim w ogóle nie powinnaś niczego nigdy zaczynać. Ale rodzina coś tam mówiła, znajomi przyjmowali to już za pewnik, więc samo jakoś tak skończyło się ślubem. Jak wiele przed Tobą myślałaś, że on się po ślubie zmieni. I nawet trochę miałaś rację, bo zmienił się, ale na gorsze. Poświęcał Ci coraz mniej uwagi, częściej znikał z domu, a Ty lądowałaś w roli pomocy domowej.

Złą decyzję życiową próbujesz ratować jeszcze gorszą – decydujesz się na dziecko. W ciąży niewiele się poprawia, a później ciężar zajmowania się dzieckiem spada wyłącznie na Ciebie. Mąż w między czasie rozkręca interes, przy czym pomagasz mu przy tym, bo on często zajęty jest jeszcze swoim etatem. Ale sukces jest jego, a ewentualna porażka Twoja.

Dziecko jest odrobinę odchowane i powoli dociera do Ciebie, że nie da się tak żyć. On zauważa zmianę w Tobie i próbuje trochę sytuację ratować, jednocześnie wpadając na pomysł, że kolejne dziecko naprawi waszą relację.

Tu jednak powtarza się poprzedni cykl, a Ty już naprawdę masz dość bycia członkiem rodziny ostatniej kategorii. Rodzina niezbyt Cię rozumie. Na zewnątrz wszystko wygląda super. A ty coraz bardziej zamykasz się w sobie i myślisz, że nie masz prawa nic więcej od życia wymagać.

I wtedy poznajesz tego drugiego. Zapewne przy realizacji jakiegoś wspólnego projektu. Długie godziny rozmów zbliżają was do siebie, tym bardziej, że i on ma za sobą jakąś historię. Z zaskoczeniem odkrywasz, że z radością pędzisz do pracy i to tam właśnie odpoczywasz.

W końcu dojrzewasz do tej decyzji – teraz albo nigdy.

I tu zaczyna się dramat. Maż, przez lata źle Cię traktujący, nie widzi w ogóle swojej winy. Grozi, że Cię zniszczy. Dzieciom przekazuje czasem różne treści. Odmawia ich utrzymywania, no bo jak to Twoja wina, to musisz wszystko wziąć na siebie. Boisz się załatwić wszystko formalnie, no bo z boku może to źle wyglądać i co jak sąd stanie po jego stronie?

Otóż Twoja sytuacja nie jest zła. Jeżeli wkrótce były mąż odmawia łożenia na dzieci, to sąd go do tego zobowiąże. Warto mu też uświadomić, że myślenie o ewentualnej zemście jemu nie pomoże, a właśnie może pogrążyć.Często wymaga to wielogodzinnych negocjacji, z dramatycznymi zwrotami akcji.  Jego żal bowiem pozostaje bez wpływu na wasze prawa majątkowe, wysokość alimentów na młodych, a obłędne zachowanie może być powodem ograniczenia władzy rodzicielskiej.

I na pewno nie bierz tych negocjacji na siebie, ponieważ skończy się to wyłącznie skakaniem sobie do oczu. A tu szkoda czasu i życia na siedzenie na sali rozpraw. Bo chcesz zacząć życie, a nie przerabiać w nieskończoność to co było. W razie wątpliwości zapraszam na poradę i kawę. Jakby co #damyradę.