Zwolnienie – kłopot dla pracodawcy

Tomasz Tomaszczyk        17 maja 2017        Komentarze (0)

Kiedy jesteście proszeni na Tę właśnie rozmowę na 99% odbędzie się ona nie face to face z waszym przełożonym, ale będzie również ktoś z HR. Mówię oczywiście o rozmowie w trakcie której wasz pracodawca postanowił sfinalizować rozstanie z wami lub degradację.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzią jest magiczne hasło – ciężar dowodu. Art. 6 kodeksu cywilnego mówi, że jak ktoś z jakiegoś faktu wywodzi skutki prawne, to musi te fakty udowodnić. Pracodawca twierdzi, że wręczył nam wypowiedzenie – to on więc musi udowodnić, że je otrzymaliśmy. A jak mówili Rzymianie, którzy na każdą okazję mieli zgrabną paremię – testis unus, testis nullus – co wykłada się – jeden świadek, żaden świadek.

I tutaj pojawia się kolejna trudność w sądzeniu się z pracodawcą – jak radzić sobie z takim, u którego pracują wszyscy nasi świadkowie – ale to temat na inny wpis (oraz część mojej wiedzy tajemnej).

A wracając do tematu – wiecie już czemu zwalnianie zawsze odbywa się w mniej kameralnych warunkach. A jak to pracodawca skopie… Cóż – właśnie wyszedłem z rozprawy, gdzie sąd rozważał trzy różne terminy wręczenia mojej klientce wypowiedzenia. I to dopiero jest zabawa – obserwować jak mina pracodawcy rzednie coraz bardziej:-).

Śpieszmy się pozywać ZUS, bo tak szybko odchodzi

Tomasz Tomaszczyk        11 maja 2017        Komentarze (0)

Śpieszmy się pozywać ZUS, bo nie mamy szansy odebrać w przyszłości świadczeń, na które obecnie płacimy składki. I nie oszukujmy się, to nie są żadne składki, tylko podatek celowy na ubezpieczenia społeczne. Sejm uchwali, TK klepnie i koniec końców – nic nam się nie będzie należało, bo ZUS-owi zwyczajnie skończą się nasze pieniądze.

Tytle tytułem wstępu. A skąd ten ogień akurat dzisiaj? Bo właśnie wygrałem sprawę, która jest pokłosiem kończących się (naszych) pieniędzy w szanownym ZUS-ie.

Główny udziałowiec spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i jej Prezes zatrudnił się w swojej firmie na ok. 9.000 zł miesięcznie. Z mniejszościowym udziałowcem ustalili, że firma dostatecznie się rozwinęła, a on spędza w niej więcej czasu, niż ktoś na klasycznym etacie. Podpisali więc umowę.

ZUS składki brał i nic nie budziło jego zastrzeżeń. Do momentu kiedy Pan Prezes poślizgnął się i wylądował na dłuższym zwolnieniu ze złamaną nogą. Wtedy pojawiła się kontrol z ZUS i stwierdziła, że umowa jest nieważna w świetle art. 210 ksh, a poza tym większościowy udziałowiec nie może być zatrudniony w swojej firmie.

Otóż może, bo szanowny organ rentowy zapomniał był sobie, że istnieje coś takiego jak podporządkowanie autonomiczne, a nieważność umowy o pracę nie niweluje samego zatrudnienia, jeżeli praca była świadczona, pracodawca ją przyjmował i za nią płacił.

Efektem końcowym jest korzystny wyrok, i zobowiązanie ZUS do zwrotu kosztów zastępstwa procesowego w zakresie sporo szerszym niż moje honorarium. Czas chyba przestać być aż tak tanim draniem…;)

Kategoria i nie tylko – kobieta się rozwodzi.

Tomasz Tomaszczyk        19 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Rozpocznę ten tekst od apelu do mężczyzn – nie czytajcie tego. Nie jest to wiedza skierowana do was i na pewno wam nie pomoże. O tym co was Panowie może boleć pisałem tutaj.

A więc droga czytelniczko – byłaś w związku z kimś, z kim w ogóle nie powinnaś niczego nigdy zaczynać. Ale rodzina coś tam mówiła, znajomi przyjmowali to już za pewnik, więc samo jakoś tak skończyło się ślubem. Jak wiele przed Tobą myślałaś, że on się po ślubie zmieni. I nawet trochę miałaś rację, bo zmienił się, ale na gorsze. Poświęcał Ci coraz mniej uwagi, częściej znikał z domu, a Ty lądowałaś w roli pomocy domowej.

Złą decyzję życiową próbujesz ratować jeszcze gorszą – decydujesz się na dziecko. W ciąży niewiele się poprawia, a później ciężar zajmowania się dzieckiem spada wyłącznie na Ciebie. Mąż w między czasie rozkręca interes, przy czym pomagasz mu przy tym, bo on często zajęty jest jeszcze swoim etatem. Ale sukces jest jego, a ewentualna porażka Twoja.

Dziecko jest odrobinę odchowane i powoli dociera do Ciebie, że nie da się tak żyć. On zauważa zmianę w Tobie i próbuje trochę sytuację ratować, jednocześnie wpadając na pomysł, że kolejne dziecko naprawi waszą relację.

Tu jednak powtarza się poprzedni cykl, a Ty już naprawdę masz dość bycia członkiem rodziny ostatniej kategorii. Rodzina niezbyt Cię rozumie. Na zewnątrz wszystko wygląda super. A ty coraz bardziej zamykasz się w sobie i myślisz, że nie masz prawa nic więcej od życia wymagać.

I wtedy poznajesz tego drugiego. Zapewne przy realizacji jakiegoś wspólnego projektu. Długie godziny rozmów zbliżają was do siebie, tym bardziej, że i on ma za sobą jakąś historię. Z zaskoczeniem odkrywasz, że z radością pędzisz do pracy i to tam właśnie odpoczywasz.

W końcu dojrzewasz do tej decyzji – teraz albo nigdy.

I tu zaczyna się dramat. Maż, przez lata źle Cię traktujący, nie widzi w ogóle swojej winy. Grozi, że Cię zniszczy. Dzieciom przekazuje czasem różne treści. Odmawia ich utrzymywania, no bo jak to Twoja wina, to musisz wszystko wziąć na siebie. Boisz się załatwić wszystko formalnie, no bo z boku może to źle wyglądać i co jak sąd stanie po jego stronie?

Otóż Twoja sytuacja nie jest zła. Jeżeli wkrótce były mąż odmawia łożenia na dzieci, to sąd go do tego zobowiąże. Warto mu też uświadomić, że myślenie o ewentualnej zemście jemu nie pomoże, a właśnie może pogrążyć.Często wymaga to wielogodzinnych negocjacji, z dramatycznymi zwrotami akcji.  Jego żal bowiem pozostaje bez wpływu na wasze prawa majątkowe, wysokość alimentów na młodych, a obłędne zachowanie może być powodem ograniczenia władzy rodzicielskiej.

I na pewno nie bierz tych negocjacji na siebie, ponieważ skończy się to wyłącznie skakaniem sobie do oczu. A tu szkoda czasu i życia na siedzenie na sali rozpraw. Bo chcesz zacząć życie, a nie przerabiać w nieskończoność to co było. W razie wątpliwości zapraszam na poradę i kawę. Jakby co #damyradę.

 

Kategoria i nie tylko – z mężczyzną się rozwodzą

Tomasz Tomaszczyk        29 marca 2017        Komentarze (0)

Jakiś czas nie pisałem, bo wpadłem w wir pracy. A ponieważ domykałem ostatnio kilka rozwodów, a blog dotyczy nie tylko spraw pracowniczych, naszło mnie na kilka ogólnych podsumowań. I rozważania te są mniej natury prawnej, a bardziej, powiedzmy – behawioralnej.

Rozwód to niezwykle silne przeżycie i mężczyźni zazwyczaj znacznie gorzej go znoszą niż kobiety. Nie mówimy tutaj oczywiście o głównym wyobrażeniu takiej sytuacji kiedy to małżonek ma pewną wadę postawy (d*pę na boku – co wbrew pozorom, nie jest takie częste), tylko klasyk gatunku, kiedy żona przestała kochać i zdecydowała się odejść. Często mając już zastępstwo na nasze miejsce.  Bo to nie mężczyźni odchodzą od żon, tylko statystycznie, żony znacznie częściej, od mężów. Bo są niezadowolone.

Mężczyzna w takiej sytuacji stara się znaleźć światełko na końcu tunelu, nie zdając sobie sprawy z tego, że to światełko, to nadjeżdżający pociąg. Próbuje być twardym i koniecznie udowadniać swoje racje. Zupełnie nie rozumie reguł gry, w którą został wciągnięty i w ten sposób – sam staje się swoim najgorszym wrogiem.

Ma genialne pomysły – zostawiła mnie, więc nie będę płacił alimentów; nie będę się na nic zgadzał; i moje ulubione – prawo jest niesprawiedliwe, więc się nie liczy.

Może prawo jest niesprawiedliwe. I może naprawdę zostałeś skrzywdzony. Ale jak nie potrafisz we właściwy sposób przedstawić swoich racji, to skończysz zdemolowany finansowo i poobijany emocjonalnie. Nie myślisz trzeźwo i prawdopodobnie źle oceniasz sytuację. Często kierujesz się myśleniem życzeniowym. I przede wszystkim źle rozpoznajesz przeciwnika. Nie zmagasz się wyłącznie z wkrótce byłą żoną (za każdym razem będąc totalnie zdziwionym, że ona jest do tego i tamtego zdolna), ale również z machiną Państwa.

Prawie na pewno potrzebujesz adwokata. Kogoś kto rozumie co się dzieje i co można a czego nie da się załatwić. A przede wszystkim kogoś, kto obroni Cię też przed samym sobą.

Drogie Panie – jeśli przeczytałyście ten tekst i już chcecie się zdenerwować – od razu podkreślam, że on was nie dotyczy. O tym co robić z szalejącym wkrótce byłym mężem napiszę niedługo. Tak – Panowie również potrafią dać czadu.

13 złotych za godzinę

Tomasz Tomaszczyk        14 marca 2017        Komentarze (0)

Od początku roku, już nie tylko pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę nie mogą zarabiać mniej, niż sobie w Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wymyślą. Przywilej ten roztoczony został również na zleceniobiorców.

Nie mniej niż 13 zł za godzinę spędza więc sen z powiek właścicielom firm ochroniarskich, sprzątających oraz innych zatrudniających najmniej wykwalifikowanych pracowników na najbardziej niewdzięcznych stanowiskach.

Ponieważ Polak potrafi, to już pojawiły się sposoby obchodzenia nowych przepisów. Ktoś gdzieś usłyszał, że mamy swobodę umów i nawet jeżeli ustawodawca nałożył obowiązek płacenia określonej stawki godzinowej, to przecież nie zabronił zawierania innych postanowień ze zleceniobiorcami. Stąd w umowach zaroiło się od postanowień o wynajęciu przez ochroniarza munduru a przez panią sprzątającą odkurzacza. Niezawodne są też wszelkiego rodzaju kary umowne.

Część przedsiębiorców poszła zaś na zupełną łatwiznę i doszła do wniosku, że czas dać sobie spokój z legalnym zatrudnianiem ludzi oraz bawieniem się w kotka, i myszkę. Zeszli całkiem do podziemia i robią wszystko na czarno. Na skutek tego jeszcze większa część naszego PKB będzie powstawała w szarej strefie. Rząd ma więc szansę pochwalić się, że mimo wszystko rośnie, tylko nie do końca wiadomo co i gdzie.

Wszystko to zwalczać dzielnie ruszyła Państwowa Inspekcja Pracy. Ruszyły kontrole, sypią się mandaty i zalecenia. Jej rozstrzygnięcia nie są jednak ostateczne, więc w razie czego #damyradę;).