Kategoria i nie tylko – kobieta się rozwodzi.

Tomasz Tomaszczyk        19 kwietnia 2017        Komentarze (0)

Rozpocznę ten tekst od apelu do mężczyzn – nie czytajcie tego. Nie jest to wiedza skierowana do was i na pewno wam nie pomoże. O tym co was Panowie może boleć pisałem tutaj.

A więc droga czytelniczko – byłaś w związku z kimś, z kim w ogóle nie powinnaś niczego nigdy zaczynać. Ale rodzina coś tam mówiła, znajomi przyjmowali to już za pewnik, więc samo jakoś tak skończyło się ślubem. Jak wiele przed Tobą myślałaś, że on się po ślubie zmieni. I nawet trochę miałaś rację, bo zmienił się, ale na gorsze. Poświęcał Ci coraz mniej uwagi, częściej znikał z domu, a Ty lądowałaś w roli pomocy domowej.

Złą decyzję życiową próbujesz ratować jeszcze gorszą – decydujesz się na dziecko. W ciąży niewiele się poprawia, a później ciężar zajmowania się dzieckiem spada wyłącznie na Ciebie. Mąż w między czasie rozkręca interes, przy czym pomagasz mu przy tym, bo on często zajęty jest jeszcze swoim etatem. Ale sukces jest jego, a ewentualna porażka Twoja.

Dziecko jest odrobinę odchowane i powoli dociera do Ciebie, że nie da się tak żyć. On zauważa zmianę w Tobie i próbuje trochę sytuację ratować, jednocześnie wpadając na pomysł, że kolejne dziecko naprawi waszą relację.

Tu jednak powtarza się poprzedni cykl, a Ty już naprawdę masz dość bycia członkiem rodziny ostatniej kategorii. Rodzina niezbyt Cię rozumie. Na zewnątrz wszystko wygląda super. A ty coraz bardziej zamykasz się w sobie i myślisz, że nie masz prawa nic więcej od życia wymagać.

I wtedy poznajesz tego drugiego. Zapewne przy realizacji jakiegoś wspólnego projektu. Długie godziny rozmów zbliżają was do siebie, tym bardziej, że i on ma za sobą jakąś historię. Z zaskoczeniem odkrywasz, że z radością pędzisz do pracy i to tam właśnie odpoczywasz.

W końcu dojrzewasz do tej decyzji – teraz albo nigdy.

I tu zaczyna się dramat. Maż, przez lata źle Cię traktujący, nie widzi w ogóle swojej winy. Grozi, że Cię zniszczy. Dzieciom przekazuje czasem różne treści. Odmawia ich utrzymywania, no bo jak to Twoja wina, to musisz wszystko wziąć na siebie. Boisz się załatwić wszystko formalnie, no bo z boku może to źle wyglądać i co jak sąd stanie po jego stronie?

Otóż Twoja sytuacja nie jest zła. Jeżeli wkrótce były mąż odmawia łożenia na dzieci, to sąd go do tego zobowiąże. Warto mu też uświadomić, że myślenie o ewentualnej zemście jemu nie pomoże, a właśnie może pogrążyć.Często wymaga to wielogodzinnych negocjacji, z dramatycznymi zwrotami akcji.  Jego żal bowiem pozostaje bez wpływu na wasze prawa majątkowe, wysokość alimentów na młodych, a obłędne zachowanie może być powodem ograniczenia władzy rodzicielskiej.

I na pewno nie bierz tych negocjacji na siebie, ponieważ skończy się to wyłącznie skakaniem sobie do oczu. A tu szkoda czasu i życia na siedzenie na sali rozpraw. Bo chcesz zacząć życie, a nie przerabiać w nieskończoność to co było. W razie wątpliwości zapraszam na poradę i kawę. Jakby co #damyradę.

 

Kategoria i nie tylko – z mężczyzną się rozwodzą

Tomasz Tomaszczyk        29 marca 2017        Komentarze (0)

Jakiś czas nie pisałem, bo wpadłem w wir pracy. A ponieważ domykałem ostatnio kilka rozwodów, a blog dotyczy nie tylko spraw pracowniczych, naszło mnie na kilka ogólnych podsumowań. I rozważania te są mniej natury prawnej, a bardziej, powiedzmy – behawioralnej.

Rozwód to niezwykle silne przeżycie i mężczyźni zazwyczaj znacznie gorzej go znoszą niż kobiety. Nie mówimy tutaj oczywiście o głównym wyobrażeniu takiej sytuacji kiedy to małżonek ma pewną wadę postawy (d*pę na boku – co wbrew pozorom, nie jest takie częste), tylko klasyk gatunku, kiedy żona przestała kochać i zdecydowała się odejść. Często mając już zastępstwo na nasze miejsce.  Bo to nie mężczyźni odchodzą od żon, tylko statystycznie, żony znacznie częściej, od mężów. Bo są niezadowolone.

Mężczyzna w takiej sytuacji stara się znaleźć światełko na końcu tunelu, nie zdając sobie sprawy z tego, że to światełko, to nadjeżdżający pociąg. Próbuje być twardym i koniecznie udowadniać swoje racje. Zupełnie nie rozumie reguł gry, w którą został wciągnięty i w ten sposób – sam staje się swoim najgorszym wrogiem.

Ma genialne pomysły – zostawiła mnie, więc nie będę płacił alimentów; nie będę się na nic zgadzał; i moje ulubione – prawo jest niesprawiedliwe, więc się nie liczy.

Może prawo jest niesprawiedliwe. I może naprawdę zostałeś skrzywdzony. Ale jak nie potrafisz we właściwy sposób przedstawić swoich racji, to skończysz zdemolowany finansowo i poobijany emocjonalnie. Nie myślisz trzeźwo i prawdopodobnie źle oceniasz sytuację. Często kierujesz się myśleniem życzeniowym. I przede wszystkim źle rozpoznajesz przeciwnika. Nie zmagasz się wyłącznie z wkrótce byłą żoną (za każdym razem będąc totalnie zdziwionym, że ona jest do tego i tamtego zdolna), ale również z machiną Państwa.

Prawie na pewno potrzebujesz adwokata. Kogoś kto rozumie co się dzieje i co można a czego nie da się załatwić. A przede wszystkim kogoś, kto obroni Cię też przed samym sobą.

Drogie Panie – jeśli przeczytałyście ten tekst i już chcecie się zdenerwować – od razu podkreślam, że on was nie dotyczy. O tym co robić z szalejącym wkrótce byłym mężem napiszę niedługo. Tak – Panowie również potrafią dać czadu.

13 złotych za godzinę

Tomasz Tomaszczyk        14 marca 2017        Komentarze (0)

Od początku roku, już nie tylko pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę nie mogą zarabiać mniej, niż sobie w Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wymyślą. Przywilej ten roztoczony został również na zleceniobiorców.

Nie mniej niż 13 zł za godzinę spędza więc sen z powiek właścicielom firm ochroniarskich, sprzątających oraz innych zatrudniających najmniej wykwalifikowanych pracowników na najbardziej niewdzięcznych stanowiskach.

Ponieważ Polak potrafi, to już pojawiły się sposoby obchodzenia nowych przepisów. Ktoś gdzieś usłyszał, że mamy swobodę umów i nawet jeżeli ustawodawca nałożył obowiązek płacenia określonej stawki godzinowej, to przecież nie zabronił zawierania innych postanowień ze zleceniobiorcami. Stąd w umowach zaroiło się od postanowień o wynajęciu przez ochroniarza munduru a przez panią sprzątającą odkurzacza. Niezawodne są też wszelkiego rodzaju kary umowne.

Część przedsiębiorców poszła zaś na zupełną łatwiznę i doszła do wniosku, że czas dać sobie spokój z legalnym zatrudnianiem ludzi oraz bawieniem się w kotka, i myszkę. Zeszli całkiem do podziemia i robią wszystko na czarno. Na skutek tego jeszcze większa część naszego PKB będzie powstawała w szarej strefie. Rząd ma więc szansę pochwalić się, że mimo wszystko rośnie, tylko nie do końca wiadomo co i gdzie.

Wszystko to zwalczać dzielnie ruszyła Państwowa Inspekcja Pracy. Ruszyły kontrole, sypią się mandaty i zalecenia. Jej rozstrzygnięcia nie są jednak ostateczne, więc w razie czego #damyradę;).

Co ma robić dyskryminowana płacowo kobieta?

Tomasz Tomaszczyk        09 marca 2017        Komentarze (0)

Wczoraj obchodziliśmy święto wszystkich Pań. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego:).

Przy okazji powróciła dyskusja o problemie tak zwanego wage gap – płacowej dyskryminacji kobiet, czyli płacenia za tą samą pracę mniej niż mężczyźnie na tym samym stanowisku.

Co może zrobić kobieta dotknięta tym problemem? Iść z tym oczywiście do sądu. Co prawda do umów o pracę ma zastosowanie zasada swobody kontraktowej, jednakże z ograniczeniami wynikającymi z kodeksu pracy. A jednym z tych ograniczeń jest właśnie zakaz dyskryminacji.

Jak to działa? Bardzo prosto. Jeżeli koleżanka dowiaduje się, że zarabia mniej od kolegi, wykonując tą samą pracę i mając te same kwalifikacje, to ma prawo domagać się odpowiedniego wyrównania oraz zadośćuczynienia. Koleżanka przed sądem nawet nie musi wskazywać, ze względu na co jest dyskryminowana, a tylko, że dyskryminacja ma miejsce. To pracodawca musi udowodnić, że postępuje sprawiedliwie. Dobry prawnik w razie czego pomoże wykazać, że powody zróżnicowania wynagrodzenia, na jakie powoła broniący się pracodawca, są pozorne;).

Więc drogie Panie – jeżeli dotyka was niesprawiedliwość – uszy do góry – prawo jest po waszej stronie:-).

Ferie się skichały

Tomasz Tomaszczyk        21 lutego 2017        Komentarze (0)

W mazowieckim sam środek ferii. Wielu z nas zaplanowało sobie wyjazd, wzięło urlop, aż tu nagle los wszystko krzyżuje. Czy w takiej sytuacji musimy stracić urlop bezproduktywnie?

Nie koniecznie. Na powrót do pracy potrzebujemy zgody pracodawcy. On nam urlop skrócić może, domagając się powrotu. My takiej możliwości nie mamy. Jak się zgodzi radośnie wracamy do pracy.

Ale jeżeli wypadkiem krzyżującym nam plany związane z feriami jest choroba, sytuacja wygląda inaczej. Wysyłamy zwolnienie do pracodawcy i urlop wypoczynkowy sam się anuluje. Wypoczywać bowiem możemy tylko zdrowi;-).