Przyszła mama idzie do pracy

Tomasz Tomaszczyk        16 września 2016        Komentarze (0)

Jak ZUS kwestionuje umowę o pracę przyszłej mamy pisałem już kilkakrotnie, m.in. tutaj. W ogromnym skrócie, nasz pożeracz składek wychodzi z założenia, że kobieta w ciąży, albo planująca ciążę, zatrudnienia znaleźć nie może. Nawet jeżeli wcześniej odnosiła znaczne sukcesy zawodowe, sama myśl o potomstwie ma sprawiać, że z dnia na dzień staje się ona niezatrudnialna.

Od decyzji kwestionującej naszą umowę o pracę możemy odwołać się do sądu. A to oznacza, że wkraczamy w rzeczywistość jaką opisywał Franz Kafka. Wydawało się wam, że przedstawiamy umowę o pracę, szef wszystko potwierdza i jest po wszystkim? Nic z tych rzeczy. Sytuacja przedstawia się bowiem w sposób następujący – ZUS wydając decyzję stwierdza pewien stan faktyczny – pozorność umowy o pracę. Skoro my odwołując się do Sądu twierdzimy, że umowa jednak była, to na nas spoczywa ciężar dowodu, że faktycznie umowę zawarliśmy.

Ktoś już pewnie chce zakrzyknąć – ale przecież umowę sąd dostaje a szefostwo wszystko potwierdza? Niby tak. Tylko, że jak zjawiamy się w sądzie, to jesteśmy tylko my oko w oko z sądem. W większości wypadków miejsce ZUS-u pozostaje puste. I kto będzie reprezentował jego interesy? Tą rolę bierze na siebie często sędzia, prowadzony przekonaniem, że w trosce o prawdę materialną, musi zatroszczyć się o interesy wielkiego nieobecnego.

No więc walczymy. Przychodzą kontrahenci naszej firmy, współpracownicy, i potwierdzają, że taka tutaj pracowała, i zajmowała się tym, i tamtym tematem. Przedstawiamy maile wysyłane ze służbowej skrzynki, potwierdzenia przelewów wynagrodzenia, a sądowi mało. Zaczyna dopuszczać dowody z urzędu – opinię biegłego lekarza ginekologa, na okoliczność, czy nie było przeciwwskazań aby nasza bohaterka podjęła zatrudnienie, a nawet opinię biegłego z zakresu księgowości, który ma sprawdzić, czy firma była w takiej sytuacji majątkowej, która pozwalałaby na wypłacanie kolejnej pensji.

Nadchodzi w końcu dzień, kiedy sąd ogłasza swoje rozstrzygnięcie. Odwołanie zostaje oddalone, ponieważ zdaniem sądu zeznania świadków nie wskazują jednoznacznie, że była to umowa o pracę a nie np. zlecenia, no i ze sprawozdania finansowego przygotowanego przez biegłego księgowego wyszło, że firma ostatnio była w nie najlepszej formie. W myślach pojawia się nam pytanie, od kiedy to o ważności umowy decyduje kondycja finansowa stron, oraz jak jeszcze można zakwestionować zeznania świadków, którzy jak jeden mąż potwierdzili, co robiliśmy i komu się z tego spowiadaliśmy (czyli jednak podległość służbowa była). Sąd nas ucisza mówiąc, że z wyrokami się nie polemizuje i na koniec poucza o możliwości wniesienia odwołania.

Wielokrotnie trafiali do mnie klienci właśnie na tym etapie postępowania. Często okazywało się, że błąd tkwił w samej prezentacji złożonych dowodów. Na szczęście sąd jest swobodny w ocenie materiału dowodowego, ale nie może dokonywać tego dowolnie. Nie jest przesłanką do oddalenia naszego odwołania fakt, że ten konkretny skład orzekający ma wątpliwości i coś mu nie gra. Jak kiedyś usłyszałem na sali – mina klientki świadczy o tym, że coś w sprawie jest nie tak, ale przedstawione przez nas dowody są jednoznaczne;-).

Dlatego zbieramy wszystko jeszcze raz i wykazujemy, że co do zasady (ulubione wyrażenie prawników), brak było podstaw do uznania, że umowa o pracę była pozorna. Bo jednak pracowaliśmy, pracodawca za to płacił. A że sam w danym momencie miał trudności finansowe? Cóż – to ryzyko związane z prowadzeniem działalności, za które pracownik nie odpowiada. Zielony to kolor nadziei, a dziwnym trafem nasz warszawski Sąd Apelacyjny utrzymany jest w tej kolorystyce, i wiele spraw z ZUS-em dopiero tam znajduje swój szczęśliwy finał.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: