Co wolno wojewodzie…

Tomasz Tomaszczyk        14 lutego 2016        Komentarze (0)

To nieprawda, że ludzie pragną pracować. Większość pragnie tak naprawdę być na etacie. Wymarzony etat to państwowy, bo wiadomo, wszystko jest pewne, urlopy, godziny pracy. Wszyscy więc wzdychają do umów o pracę na czas niekreślony, najlepiej w budżetówce. Inne formy zarobkowania określane są zaś powszechnie pogardliwie jako śmieciowe.

Czym jest więc to spełnienie marzeń – etat? Czym różni się od innych form zatrudnienia? Jedną podstawową rzeczą – jak często sam się śmieję – w pracy nie ma, że ja wolę, jest jawoll! Abyśmy mieli do czynienia z umową o pracę muszą być dwie strony – pracownik pracę wykonujący oraz pracodawca mówiący jak jest, czyli wydający polecenia służbowe.

Co może z nami zrobić pracodawca? Zasadniczo wszystko. Jeżeli zaś naruszy nasze prawa, np. zwalniając zupełnie bez sensu, to jest to ważne, jak długo sąd pracy nie orzeknie inaczej, zazwyczaj po około dwóch latach, mając na względzie warunki warszawskie.

Na trzy miesiące pracodawca może nas oddelegować na inne stanowisko i do innego miejsca, byle to opowiadało naszym kwalifikacjom. Ze swoich planów i postanowień nie musi się tłumaczyć. Może kazać zostać po godzinach. Trochę to przypomina to powiedzenie, jakie często kiedyś słyszały wymądrzające się dzieci – co wolno wojewodzie, to nie tobie…

Nawet sławne kacowe, czyli urlop na żądanie, co do zasady też zależy od zgody szefa.

Co dostajemy w zamian? Jakieś poczucie bezpieczeństwa, bo w powszechnym przekonaniu umowę o pracę jest rozwiązać trudno. Przekonanie to jest dość złudne, ale o tym w kolejnym wpisie.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: