Firma bez ZUS - Tomasz Tomaszczyk
Wpis

Publikacja

Podobno przed dwiema rzeczami nie da się uciec – śmiercią i podatkami. Przy czym podatki są gorsze, bo przydarzają się częściej. A składki ZUS na dobrą sprawę są w tej samej kategorii co podatki, choć powszechne złudzenie jest takie, że jakoś nam się to zwróci.

Ale jak złudzeń nie mamy i wiemy, że gdyby składki były dla nas korzystne to nie musiałyby być obowiązkowe, to zaczynamy kombinować jak by tu ich nie płacić. Najczęściej funkcjonują trzy sposoby.

Pierwszy to zatrudnienie za granicą i działalność w Polsce. Moim zdaniem sposób najbardziej ryzykowny, zwłaszcza w oparciu o rozwiązania “profesjonalnych firm” które załatwiały nam umowę o pracę za kolka Euro czy Funtów, a my żyliśmy w przekonaniu, że skoro formalnie wszystko jest ok i przez rok nikt się nie przyczepił, to ZUS mamy z głowy. ZUS często jest innego zdania, stwierdza swoją właściwość, pozorność umowy o pracę lub jej marginalność i ja mam sprawę do prowadzenia. Oczywiście z myślą przewodnią #damyradę;-).

Drugi, póki co bezpieczny sposób to co najmniej dwuosobowa spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Zasadniczo ZUS nie bardzo ma się do czego przyczepić, choć były próby stwierdzania, że drugi wspólnik jest “pozorny”. Próby póki co bezskuteczne ale dla własnego bezpieczeństwa niech wspólnik ma więcej niż 1% udziałów. Ogarnięcie wypłacania ze spółki zysków bez podatków wychodzi księgowym coraz lepiej, samej księgowości koszty spadają więc i ilość spółek nam ciągle rośnie.

Trzeci to łączenie działalności z umową o pracę za wynagrodzeniem co najmniej równym minimalnemu krajowemu. Pozostaje nam wtedy do płacenia tylko składka zdrowotna. Sposób ten jest bardzo popularny wśród wszystkich samozatrudnionych i nasze rodzime korpo również bardzo go lubi. Jest tylko ryzyko, że ZUS zrobi kontrolę krzyżową w firmie zatrudniającej na umowę o pracę i w firmie dla której wystawiamy faktury. Mamy wtedy szanse na epicki proces, bo ZUS stwierdza wtedy pozorność działalności i ładuje całość wynagrodzenia do umowy o pracę a od płatnika domaga się zaległych składek. Płatnik zaś ma na końcu, jak sprawy pójdą źle, regres do nas…

Tak to się przedstawia w telegraficznym skrócie. Jakby co pamiętajcie o moim motto – #damyradę;-). Ale jak się odpowiednio wszystko przygotuje, to i kontrole ZUS nam nie straszne. Ja zaś zdecydowanie wolę zapobiegać niż leczyć.

Tomasz Tomaszczyk

Tomasz Tomaszczyk

Specjalista prawa pracy
i prawa rodzinnego

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Powiadom znajomych

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o