I nie tylko – kobieta mnie bije

Tomasz Tomaszczyk        09 stycznia 2018        Komentarze (1)

Kontynuując wątek i nie tylko, dziś będzie o przemocy domowej. Ale od odrobinę innej strony, niż można przeczytać to codziennie.

No bo jak pada hasło przemoc domowa, to przed oczami mamy tyrana tłukącego żonę, bo zupa była za słona, dzieci, bo są za głośno, i jeszcze kopiącego psa, bo na swojego szczeka.

Aby zając się tym brutalem wprowadzono niebieską kartę, zmieniono pojęcie przemocy, przeprowadzono niejedną kampanię społeczną. Jak idziecie do sądu, czy urzędu, w oczy rzucają się plakaty z posiniaczonym chłopcem piszącym na tablicy – mój tata jest najsilniejszy.

Żeby być sprawiedliwym – taki plakat ma również wersję z mamą.

Ale o ile w społecznej świadomości mieści się wyobrażenie mamy znęcającej się nad dzieckiem, to dużo większy problem jest z przyjęciem do wiadomości tego, że mama może znęcać się również nad tatą.

Tym bardziej, że scena kiedy kobieta rzuca się na mężczyznę z pięściami budzi powszechny śmiech. Kobieta mnie bije – kto nie śmiał się przy tej kwestii w filmie. Tylko jak tak jest, to co zrobić? Oddać? Uderzyć kobietę? Ona specjalnie krzywdy nie zrobi, za to jak Ty machniesz ręką może być tragedia. Dla Ciebie później z Policją.

Niekoniecznie druga połówka musi dopuszczać się rękoczynów. Bezsensowne awantury, podkopywanie ego, wpuszczanie w poczucie winy, bo jest znowu z jakiegoś powodu nieszczęśliwa.

I przy tym wszystkim problem z przyznaniem się, że to wszystko się dzieje naprawdę. Także przed rodziną i znajomymi. Ona z kolei nie ma oporów w opowiadaniu jaką to jest ofiarą i że wszystko co złe to przez nas.

Sytuacja jak z mobbingiem. I musimy sobie z tym radzić jak z mobbingiem. Ponieważ często to wy jesteśmy ubierani w rolę oprawcy, będąc naprawdę ofiarą (a macie problem z dopuszczeniem tej myśli do siebie samego) musicie mozolnie dokumentować sytuację, aby kiedy wreszcie dojrzejecie do jakiś ruchów i traficie do mnie, nie usłyszeć, że bez dowodów…

Dlatego po każdej akcji rozmawiamy nie osobiście a przez komunikator internetowy. Facebook czy WhatsApp to nasz przyjaciel. Unikamy wtedy sytuacji on powiedział, ona powiedziała. A to raczej jej na słowo będą chcieli wierzyć, ponieważ to ona będzie potrafiła malowniczo popłakać się na sali rozpraw.

A przede wszystkim idziemy po poradę do kogoś, kto temat rozumie. Na pewno nie stawiamy się w sytuacji naprawiacza, który z całych sił będzie starał się naprawić coś, czego naprawić się nie da.

Pamiętamy, że naszą największą słabością jest fasada siły, a jej największą siłą jest fasada słabości. I mimo, że to się często w głowie nie mieści, jak oddzielimy emocję i włączymy myślenie, naprawdę mamy szansę. Na normalne życie w pierwszej kolejności.

 

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Gość Styczeń 9, 2018 o 14:49

Prawo jakie jest każdy widzi, albo i nie widzi, dopóki nie stanie przed obliczem sądu.

Zaprogramowano nas, że to tylko facet jest źródłem przemocy. Celowo jako wzorzec modelowego przemocowca wstawiono prymitywny, niewspółczesny model współżycia w związku – tyran samiec, który brutalną siłą egzekwuje swoje bestialskie wymagania względem…kruchej bezbronnej kobiety.
Ma to się nijak do współczesnej cywilizacji zachodniej w jakiej przyszło nam żyć. Współcześnie mężczyźni nie używają już siły fizycznej jako narzędzia rozwiązywania problemów (mówimy oczywiście o normalnych jednostkach, nie patologii alkoholowej czy problemach psychicznych), kobiety zaś ewoluowały, stały się wyrafinowane pod wpływem narzędzi prawnych i środowiskowych jakie dostały.
Geneza tego zjawiska jest stricte polityczna, więc nie będziemy jej tutaj analizować.
Skupmy się więc na efektach – prawdziwym wyglądzie relacji w związkach, szczególnie na przemocy i jej rodzajach.

Jak wiemy samiec jest bydlakiem, który nic tylko maltretuje biedną żonę, partnerkę. Takie relacje z ust kobiet to standard na salach sądowych podczas spraw rozwodowych.
Skoro już wiemy czym się zajmuje na co dzień wzorcowy samiec, przyjrzyjmy się więc trochę bardziej wnikliwie zachowaniom biednych umęczonych niewiast funkcjonujących w związkach.

Sprawdźmy więc jakich one używają narzędzi.
Oto kilka używanych przez te kruche istoty z lubością.

1 – Na niebieską kartę, czyli przemoc w rodzinie.
Polega na prowokowaniu mężczyzny do użycia przemocy domowej. Uwaga − nie tylko fizycznej! Również słownej (głośna kłótnia, trzaskanie drzwiami itd.). W większości przypadków tak, by byli postronni świadkowie wśród sąsiadów, np. demonstracyjne głośne wybiegnięcie z płaczem
z mieszkania na korytarz. Po jakimś czasie niczego nieświadomy mąż ma wyrobioną opinię „okrutnika” i wzywa się policję.
Ta robi m.in. rozeznanie wśród sąsiadów i zakłada słynną niebieską kartę. Dowód koronny dla sądu,właściwie nie do obalenia! Rozwód z orzeczeniem winy męża − 100%.
Metoda doskonała, gdyż mężczyźnie nie wypada wybiec z mieszkania płacząc, stałby się pośmiewiskiem.

2 – Programowanie wybuchów GNIEWU w miejscach publicznych/przy
świadkach.
Prywatnie w domu żona nachalnie, uporczywie „truje” mężowi z byle powodu. Większość po jakimś czasie nie wytrzymuje i  zaczyna reagować wybuchami gniewu, podniesionym głosem itp. Kolejnym krokiem żony jest delikatne „trucie” w towarzystwie rodziny i  przyjaciół. Reakcją męża jest wybuch gniewu, podniesiony głos, krzyk − generalnie awantura. Dla osób postronnych kobieta coś spokojnie powiedziała, maż-cham indyczy się i awanturuje. Nie mają pojęcia, że męża odpowiednio przez długi czas zaprogramowano jak psa Pawłowa na taką reakcję. Mamy więc świadków, którzy w najlepszej wierze potwierdzą wersję żony w sądzie. Powiedzenie „kropla drąży skałę” musiał wymyślić nie geolog, a człowiek znający życie z kobietami. Delikatna, szydercza uwaga kierowana do nas po raz tysięczny potrafi wyprowadzić człowieka kompletnie z równowagi, a otoczenie się dziwi: Jak to? Dlaczego on tak reaguje?

3 – Prowokowanie sytuacji konfliktowych z rodziną małżonka (z przyjaciółmi również).
Prowokacyjne, tendencyjne i długotrwałe psucie relacji z rodziną męża, najczęściej z teściową i teściem. O cokolwiek. Po eskalacji konfliktu histeryczne żądania poparcia własnego stanowiska od męża. Późniejsze żalenie się koleżankom i przyjaciółkom o problemie. One będą później świadczyć, również
w dobrej wierze… Bardzo często spotykana sytuacja.Sytuacja katastrofalna, ponieważ niewiele da się udowodnić.

4 – Przeinaczanie faktów/odkręcanie kota ogonem.
Kupiłeś laptopa, a  ona chciała przystroić mieszkanie. Masz hobby/pasję, która wymaga wydatków, a ona chciała jechać na wycieczkę do Egiptu? Chomikujesz na koncie, a ona chciała kupić komplet mebli w  stylu Ludwika XVI? Wiedz, przyjacielu, że właśnie rujnujesz życie rodziny i  przekreślasz jej
przyszłość poprzez egoistyczne skupienie się na własnych zachciankach
zamiast na łożenie pieniędzy na rodzinę. Zabawne, że „cel rodzinny” w tym przypadku oznacza „egoistyczną zachciankę kobiety”. Te wakacje w Egipcie to przecież dla cementowania wspólnych więzów.

5 – Embargo na sex.
Klasyk. Z byle powodu. Manipulacja mająca na celu zmiękczenie partnera, a w efekcie uzyskanie swoich celów. W przypadku kobiety preparującej dowody dla sądu cel jest inny − skocz w bok do agencji, zakręć się za koleżanką z pracy etc. Przyłapany − wykopałeś sobie grób. Wysokie prawdopodobieństwo, że masz już na sobie prywatnego detektywa bądź w pracy są usłużni znajomi żony, którzy doniosą szybko o twoim wymuszonym romansie. Uwaga! Są takie, które do zdrady zaliczają oglądanie przez męża porno i domniemane onanizowanie się. I uwaga − dowód ten również miał swoją wagę w orzeczeniu winy małżonka (utrata więzi emocjonalnych prowadząca do rozkładu
pożycia!).

Na statystyczne 20 kobiet tylko jedna nie miała już nowego, czekającego na nią partnera. Pozostałych 19 kręci już sobie nowe lokum u boku kolejnego faceta, ciągle będąc w pierwszym związku małżeńskim. Tzw. syndrom miękkiego lądowania albo małpy, która nie puści z ręki gałęzi,
dopóki nie trzyma pewnie w  łapie drugiej.

To tylko 5 chwytów tych niewinnych istot. Jest tego znacznie więcej.
Problem w tym, że sądy nie za bardzo garną się do uznawania wieloletnich manipulacji emocjonalnych za przemoc.
Czegóż wymagać, wszak większość sędziów prowadzących sprawy rozwodowe to kobiety.
Może dlatego tak dużo kobiet widzieliśmy więc w TV na ulicach podczas akcji “Brońmy sądów” 😉

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: