Jak kreatywnie próbowano zwolnić kobietę w ciąży i dlaczego nie wyszło

Tomasz Tomaszczyk        19 kwietnia 2018        Komentarze (1)

Trochę to trwało ale kolejny raz udało się wygrać ze złą korporacją, która nie bała się tego, że jej wszystko myszy zjedzą.

A było to tak – sieć marketów zmieniała struktury właścicielskie i się sprzedawała. Kiedy się sprzedawali to sklepy zaczęły funkcjonować pod nową marką, a z pracownikami centrali rozwiązywano umowy i nawiązywano z nowym właścicielem. Ale, że pracodawca był spory, to kilka Pań przebywało na macierzyńskim, w tym jedna która była moją klientką.

Tutaj zaczynamy wątek kreatywny. Korporacja wymyśliła sobie, że centrala jest oddzielnym pracodawcą (art. 3 kp przewiduje możliwość uznania za pracodawcę jednostki organizacyjnej, choćby nie posiadała ona osobowości prawnej, o ile zatrudnia ona pracowników). I ogłosiła, że tą centralę likwiduje, co miało uchylać ochronę pracownic w trakcie urlopu macierzyńskiego i w ciąży. Moja klientka odkryła w między czasie, że jest w kolejnej ciąży.

Najpierw korpo grało na czas, prowadząc rozmowy ugodowe, a następnie poszli całkowicie w zaparte, twierdząc, że to nie oni powinni być pozwani, bo faktyczny pracodawca został zlikwidowany.

My z kolei powołaliśmy się na brzmienie umowy o pracę, z której wynikało, że pracodawcą jest spółka, a centrala wyłącznie miejscem świadczenia pracy. I sądy obu instancji przyznały nam rację.

Bo żeby być tym pracodawcą nie mającym osobowości prawnej, to wypadałoby właściwie podpisać umowy i posiadać własne struktury, oddzielne od struktur spółki. W końcu ktoś tym szefem być musi, aby w ogóle mówić o stosunku pracy.

Nie warto się więc nigdy poddawać, bo nawet z korpo #damyradę:-)

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Monika Maj 7, 2018 o 20:22

No super. Udało się.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: