Janusz wręcza dyscyplinarkę

Tomasz Tomaszczyk        29 stycznia 2019        Komentarze (0)

No i jak tu nie tracić wiary w ludzi? Łudziłem się, że czas troszeczkę złagodzi obyczaje, ale jak to mówią, człowiek może wyjść ze wsi, ale wieś z niego już nie koniecznie (i żeby nie było, sam uważam się za wieśniaka, słoika, tylko na mojej wsi pewne rzeczy nie uchodziły;-).


Dlaczego ten przydługi wstęp? Bo ostatnio znowu zaroiło się od dyscyplinarek wręczanych przez naszych drogich Januszy biznesu. Otóż kombinują oni w ten sposób – “ta Kowalska coś mi nie leży, a ma już trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Więc dam jej dyscyplinarkę i najgorszym razie ryzykuję, że to co bym zapłacił w wypowiedzeniu zapłacę w odszkodowaniu, a może aby zmienić na porozumienie stron to zgodzi się na mniej.”

A najgorsze jest to, że to rozumowanie logiki pozbawione nie jest. Każdy boi się wilczego biletu, dyscyplinarka to szok, więc niektórzy godzą się na ludzki gest Janusza, którzy łaskawie bzdurną dyscyplinarkę zamienia na porozumienie stron.

Tyle, że warunki na rynku pracy się zmieniły. Dyscyplinarka nie jest już takim wilczym biletem jak kiedyś, a sądy mają tendencję do kierowania się sprawiedliwością. Więc oprócz standardowego odszkodowania możemy się domagać np. zadośćuczynienia za rozstrój zdrowia jaki ta bzdurna dyscyplinarka u nas spowodowała, czy za naruszenie naszych dóbr osobistych, jeśli podany powód nas oczernił. Że o klasycznym problemie dla pracodawcy z przywróceniem nas do pracy nie wspomnę.

Jak spotyka nas taki wypadek nie warto więc poddawać się szokowi. Jak zawsze pamiętajcie – #damyradę.


{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis: