Już był w ogródku…

Tomasz Tomaszczyk        13 kwietnia 2016        Komentarze (0)

Przykra sprawa. Zadzwonił do mnie mój dawny klient – świetny kardiolog, wykładowca akademicki. W jednym z podwarszawskich szpitali złożyli mu ofertę zajęcia stanowiska ordynatora. Sprawę przedstawiano w ten sposób, że dotychczasowy ordynator jest skonfliktowany z zespołem i potrzebny jest ktoś, kto na nowo wszystko pozbiera.

Mój klient podpisał umowę na starszego specjalistę, następnie dostał dokument, w którym powierzono mu obowiązki ordynatora i przyznano stosowne dodatki, zgodnie z ustaleniami. Złożył też rezygnację w szpitalu, gdzie dotychczas pracował.

Dwa dni później, tuż przed objęciem stanowiska telefon i wezwanie na spotkanie. Okazało się, że jednak stosunki między ordynatorem a podwładnymi nie były złe. A wręcz przeciwnie – zespół stanął murem za starym przełożonym. Szefostwo postanowiło się więc rakiem wycofać ze swojej decyzji.

Mojemu klientowi zaproponowano pozostanie przy starszym specjaliście, a to jest już dla niego faktyczna degradacja.

I co prawo pracy na to? Zasadniczo niewiele. Umowa na czas określony dopiero co rozpoczęta, więc pozostaje działać w oparciu o przepisy kodeksu cywilnego w granicach ujemnego interesu umownego. Problematyczne jest w takich wypadkach dokładne określenie szkody. Można też mówić o uszczerbku niematerialnym, czyli krzywdzie, ponieważ często zajmowana pozycja zawodowa to nie tylko pieniądze.

Może to czas aby zwrócić uwagę ustawodawcy, że wypadałoby określić tutaj jakieś zryczałtowane odszkodowanie, jak to ma miejsce w przypadku odwołania od wypowiedzenia i dyscyplinarki. Coś za nierzetelne prowadzenie negocjacji przez pracodawcę. Bo w okresie tuż po podpisaniu umowy faktycznie pracownik jest bardzo wrażliwy na zmiany nastroju szefostwa.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: