Po co komu adwokat?

Tomasz Tomaszczyk        09 sierpnia 2018        Komentarze (0)

Wiadomo, że adwokat to sługa diabła, a przed sądem najlepiej bronić się samemu. Tylko później głupio krzyczeć ciągle, że sądy niesprawiedliwe, skorumpowane itd… Więc po co komu ten adwokat?

Prawo w większej części to umiejętność czytania ze zrozumieniem. Tyle, że musimy jeszcze pamiętać, że jak jest to nasza sprawa, to w grę wchodzą silne emocje, które zaciemniają nam spojrzenie na własną sytuację.

Dlatego czasami duża część mojej pracy polega na wytłumaczeniu klientowi czego dotyczy sprawa z którą przychodzi. Przykładowo – żona z dnia na dzień wymieniła zamki w drzwiach, odmawia kontaktu z dziećmi i składa pozew o rozwód z wnioskiem o zabezpieczenie miejsca pobytu dzieci na czasu postępowania u niej. Szok. A na wyznaczonej rozprawie w celu rozpoznania wniosku o zabezpieczenie, trzeba pamiętać, że dotyczyć ma ona tylko tego zabezpieczenia, a nie, że żona jest niedobra, zmieniła zamki, oszukała. Trzeba przede wszystkim odpowiedzieć na pytania sądu, a nie mówić o tym co nas boli. A dużo łatwiej jest to znieść, jak wcześniej w kancelarii zrobimy małe przedstawienie, przećwiczymy odpowiedzi na potencjalne pytania, dowiemy się w zarysie jak wszystko wygląda. Bo praktyka zawsze odbiega od tego co możemy zobaczyć w telewizji.

Adwokat jest więc przede wszystkim potrzebny w roli tłumacza tego co sąd do nas mówi, jak również w roli tego, który weźmie na siebie ciężar pilnowania sytuacji na sali sądowej, ale też trochę nas samych. Bo co robić, to piszą w pouczeniach, jakie przychodzą wraz z pismami z sądu. Jedyne czego nie piszą, to to co się z nami i naszymi emocjami będzie działo w trakcie.

Dlatego wierzcie lub nie – sami adwokaci jak mają sprawę, to biorą sobie pełnomocników. W razie czego jak zawsze – #damyradę.

 

Za co dyscyplinarka?

Tomasz Tomaszczyk        31 lipca 2018        Komentarze (0)

W okresie wakacyjnym zauważyłem, że skłonność szefostwa do “pociągania za cyngiel” rośnie. Mowa oczywiście o bezsensownych dyscyplinarkach. Nie wiem, czy to chęć ucieczki na urlop, zmęczenie materiału, czy co innego? Pragnę więc w tej sytuacji przypomnieć – dyscyplinarka należy się wyłącznie za ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, dokonane umyślnie lub z rażącego niedbalstwa.

Więc jak w firmie wypłynie na powierzchnię jakiś większy ups, spowodowany tym, że rzeczone szefostwo nie przydzieliło komuś jakiegoś zadania do zakresu obowiązków, to ciężko zrobić z tego ciężkie naruszenie tychże.

Jak idę z takim pracownikiem do Sądu Pracy sprawa do najtrudniejszych nie należy. Więc drogi pracodawco – może warto się dogadać? Zwłaszcza, że rynek coraz bardziej należy do pracownika, a znalezienie dobrego następcy za zwolnionego może być odrobinę trudne. Zwłaszcza jak opinia o metodologii naszego postępowania się rozchodzi.

W razie czego jak zawsze – #damyradę. Tylko wakacje będą trochę zepsute…

Mieliśmy wygrać, wyszło jak zawsze… Co teraz?

Tomasz Tomaszczyk        25 czerwca 2018        Komentarze (0)

Mieliśmy wygrać, ale przegraliśmy, jak powiedział pewien poeta… Niektórym po wczorajszym meczu pozostał tylko kac albo inna forma syndromu dnia wczorajszego. I nieszczęśnicy ci chyba nawet masowo za kółko wsiedli, o czym może przekonać się każdy, kto do pracy przebija się własnym autem.

Dlatego może lepiej pomyśleć o urlopie na żądanie? Pamiętajcie jednak, że ten urlop jest jak każdy inny i pracodawca musi mieć możliwość wyrażenia swojego zdania w temacie naszej nieplanowanej nieobecności.

A jak odmówi – myślę, że odchorowywanie gry naszych zostanie uznane za zgodne z zasadami współżycia społecznego. Więc #damyradę…

ZUS i Państwo zawsze wychodzą na swoje

Tomasz Tomaszczyk        07 czerwca 2018        Komentarze (0)

Ktoś kiedyś powiedział, że jakby ubezpieczenia społeczne były korzystne dla przeciętnego Kowalskiego, to nie byłyby obowiązkowe. I jak tu się z tym nie zgadzać…

#ZUS odmawia świadczenia, np. renty. Więc musimy się odwołać do sądu. Ponieważ my musimy się odwoływać, to my jesteśmy powodem, i to my musimy udowadniać #ZUS-owi, że on nie ma racji.

Dalej dla #ZUS postępowanie jest prawie bezpłatne, ponieważ zwolniony jest z opłat sądowych. W razie przegranej zaś ma specjalne zasady naliczania odsetek od należnego nam świadczenia, co bardzo często pozwala mu się wykręcić od ich zapłaty. Często konieczna jest kolejna sprawa sądowa.

Nasze sądy działają bardzo sprawnie. Na pierwszą instancję potrzebują roku – dwóch lat. Bywa, że i więcej. Na apelację czekamy średnio ponad rok. Rekordowa sprawa którą prowadzę zaczęła się w 1996 r. (!!!).

No i wreszcie wygraliśmy. Świadczenie jest przyznane i wpływa nam na konto. Ale coś mało? Wcale nie – bo skumulowana wypłata ładuje nas w drugi próg podatkowy. I jak wygrywamy na początku roku, to do jego końca zaliczki na podatek dochodowy od takiej przykładowej renty są jak od całkiem przyjemnego menadżerskiego  wynagrodzenia.

I tu już ręce opadają…

Rozwód krok po kroku

Tomasz Tomaszczyk        30 maja 2018        Komentarze (0)

Znajome małżeństwo żyje ze sobą jak kot z psem. Inna sprawa, że bez siebie chyba nie mogą, bo trwa to już naprawdę długie lata. Tylko dla otoczenia są męczący, ponieważ swoje awantury lubią przeprowadzać w obecności osób trzecich. I właśnie niedawno zmusili mnie do bycia świadkiem kolejnej swojej scysji, a jednocześnie oczekiwali po mnie roli arbitra. Nie wytrzymałem i powiedziałem im tylko jedno – jak macie się tak zachowywać  to 600 zł w rękę i do Sądu Okręgowego składać pozew o rozwód. Zapał do kłótni im spadł, ale jednocześnie okazało się, że zupełnie nie wiedzą jak do tego rozwodu się zabrać. Dlatego niniejszy wpis – poradnik dedykuję im.

Aby w ogóle doszło do rozwodu musi nastąpić trwały i zupełny rozpad pożycia małżeńskiego. Na to pożycie składają się trzy więzi – ekonomiczna (prowadzenie wspólnego gospodarstwa domowego), emocjonalna (kochamy się) i fizyczna (kochamy się fizycznie). Jeżeli choć jedna z tych więzi trwa rozwód jest niemożliwy. Nie wystarczy też aby więzi te były zerwane na jakiś tam czas, ponieważ sąd musi zostać przekonany, że rozpad pożycia ma charakter trwały. Sąd może nam odmówić również rozwodu, jeśli jego orzeczenie sprzeczne byłoby z dobrem małoletnich dzieci. Jeśli dzieci są świadome tego, że rodzice się rozstają i się z tym pogodziły albo są świadkami awantur – w takich wypadkach, co do zasady, przeszkody nie będzie.

Rozwodzić się możemy z orzekaniem o winie lub bez. Orzeczenie o winie wpływa na zakres obowiązku alimentacyjnego między małżonkami po rozwodzie. W przypadku braku orzeczenia o winie obowiązek alimentacyjny między małżonkami trwa przez pięć lat od rozwodu i tylko w zakresie niedostatku jednego z małżonków. Wyłącznie winny rozpadu pożycia małżonek nie może domagać się alimentów od niewinnego. Wyłącznie niewinny zaś może od winnego domagać się alimentów odpowiadających pogorszeniu jego sytuacji na skutek rozwodu, a obowiązek alimentacyjny trwa do momentu zawarcia przez niewinnego małżonka kolejnego związku małżeńskiego. Na tym skutki orzeczenia rozwodu z orzeczeniem o winie się kończą.

Jeżeli mamy dzieci rozwód staję się bardziej skomplikowany. Sąd musi orzec o władzy rodzicielskiej, ustalić miejsce zamieszkania dzieci po rozwodzie, uregulować kontakty z dziećmi oraz ustalić zakres obowiązku alimentacyjnego. Trzeba pamiętać, że podstawą do ograniczenia władzy rodzicielskiej jednego z rodziców może być sam fakt niemożności oraz wypracowania porozumienia w zakresie wykonywania władzy rodzicielskiej. Jeżeli zaś jesteśmy dogadani, to powinniśmy jako dowód na tą okoliczność przedstawić, najpóźniej na rozprawie, podpisane porozumienie wychowawcze, jakie zawarliśmy z wkrótce byłym małżonkiem. W każdym zaś wypadku nasze oczekiwanie w przedstawionych kwestiach powinny zostać jasno określone w główce pozwu. W pozwie możemy też domagać się zabezpieczenia tych kwestii – wydania takiego rozstrzygnięcia tymczasowego na czas trwania procesu.

Sąd w wyroku rozwodowym rozstrzyga również o sposobie korzystania ze wspólnego miejsca zamieszkania małżonków. Jeśli w tym zakresie jesteśmy zgodni, albo jeśli małżonkowie nie mieszkają już razem, możemy wnieść o nieorzekanie przez sąd w tym zakresie. Inaczej musimy podać z których pomieszczeń i w jakim zakresie chcemy korzystać.

O rozwód wnosimy do sądu okręgowego właściwego ze względu na nasze ostatnie wspólne miejsce zamieszkania. Jak wspomniałem wcześniej opłata od pozwu wynosi 600 zł. W przypadku braku orzekania o winie sąd zwróci nam połowę tej opłaty. Do pozwu rozwodowego należy załączyć oryginał aktu małżeństwa oraz aktów urodzenia dzieci. Wszystkie dokumenty i pisma zawsze składamy z kopią dla strony przeciwnej.

W pozwie rozwodowym możemy również domagać się podziału majątku. Ale sąd dokona go tylko jeśli jesteśmy zgodni co do sposobu podziału. W innym wypadku czeka nas oddzielna sprawa w sądzie rejonowym.

Rozwód to jedno z cięższych doświadczeń jakie mogą nam się w życiu przydarzyć. Więc zanim się na nie zdecydujemy lepiej jest się naprawdę mocno zastanowić, czy na pewno tego chcemy.