To ile tych alimentów się należy? - Tomasz Tomaszczyk
Wpis

Publikacja

Panie mecenasie – nic na dzieci nie dostaniemy, bo on na umowie ma minimalną krajową, a reszta jest pod stołem.

Panie mecenasie, na pewno nie mogą mi tyle zasądzić, bo przecież na umowie mam jakieś grosze.

Ila razy to słyszałem. I ciężko o bardziej nieprawdziwe stanowisko.

A jak z tą wysokością alimentów jest naprawdę? Zależy czy na dziecko, czy na innego członka rodziny. Dalszych członków rodziny wspieramy jak znajdują się w niedostatku, zaś z dzieckiem mamy obowiązek podzielić się przysłowiową ostatnią koszulą, jeśli jego potrzeby są niezaspokojone.

Ale zaczynając od początku – przepis mówi o usprawiedliwionych potrzebach jako górnej granicy alimentów
i możliwościach zarobkowych zobowiązanego jako dolnej. I właśnie te możliwości sprawiają, że zasłanianie się umową jest trochę iluzoryczne. Sądy mają kierować się doświadczeniem życiowym, a doświadczenie życiowe mówi, iż bardzo wielu z nas jak nie pracuje na czarno, to osiąga część przychodów w szarej strefie i koniec końców jesteśmy oceniani na oko.

Jeszcze do niedawna było tak, że jak ktoś miał wyższe wykształcenie to sądy uważały, że powinien radzić sobie lepiej, a tzw. fizyczny prochu raczej nie wymyśli, więc jak przedstawiał umowę na jakieś grosze to mu wierzono. Pełnomocnicy zawodowi zaczęli więc zasypywać sąd ofertami pracy wskazującymi, jak naprawdę kształtują się wynagrodzenia choćby w takiej budowlance i koniec końców wiedza ta do składów orzekających dotarła.

Niby więc każdy przypadek oceniany jest osobno, ale każdy sąd właśnie bierze nas na tzw. oko i jak wyglądamy z całokształtu okoliczności tak nas policzą. Wszystko zaś koniec końców będzie opierać się na narracji jaką uda się w toku postępowania budować. Jak wyjdziemy na operatywnego i jeszcze do tego cwanego to sąd dojdzie do wniosku, że faktycznie nas stać, niezależnie od tego co jest na umowie. Wtedy okaże się, że wystawne życie i popisywanie się przed znajomymi może mieć nieprzewidziane konsekwencje.

Na końcu nad wszystkim króluje zaś zdrowy rozsądek i starania naszego pełnomocnika aby sąd z bajek opowiadanych przez strony postępowania wyłuskał prawdę. Tak czy siak na końcu – #damyradę.

Tomasz Tomaszczyk

Tomasz Tomaszczyk

Specjalista prawa pracy
i prawa rodzinnego

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Powiadom znajomych

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o