Typowy Janusz Przedsiębiorca

Tomasz Tomaszczyk        08 kwietnia 2016        4 komentarze

Dopiero co zakończyłem sprawę przeciwko typowemu Januszowi przedsiębiorcy. Wszyscy znacie ten typ – zaczynał pod koniec lat 80-tych, udało mu się rozwinąć firmę średnich rozmiarów, dość często jest posiadaczem wąsów, czasem nosi skórzaną kurtkę w mocno nieaktualnym kroju, koniecznie kamizelkę. W pracy przyjmuje rolę patrona, ojca, źródła wszystkich łask.

Janusz pamiętając lekcje odrobioną jeszcze za poprzedniego ustroju wie, że przepisy są po to, żeby je łamać, ewentualnie obejść. Jednocześnie ze względy na przyjętą rolę patrona, ojca, źródła wszelkich łask, nie przyjmuje do wiadomości, że może się mylić, czy też kiedykolwiek postąpić niewłaściwie. Wszelka różnica zdań ustawia każdego w pozycji wroga, oszusta, którego można zwalczać w dowolny sposób.

Mój klient przez wiele lat pracował dla Janusza. Ten stwierdziwszy, że ten konkretny pracownik świetnie rozwija mu sprzedaż w firmie postanowił okazać się łaskawym Panem. Klient miał problem mieszkaniowy. Więc Janusz powiedział – po co masz się błąkać, kup sobie coś – masz tutaj pieniądze. Nie będę Ci płacił za nadgodziny, potraktuj to też jako premię. Ale żeby nie było trzeba odprowadzać ZUS-u, podpisz mi tutaj umowę pożyczki.

Klient pieniądze wziął, umowę podpisał. Janusz czuł się spełniony w roli patrona pomagającego pracownikom. Po jakiś pięciu latach uznali, że mój klient już wszystko odpracował. Klient dostał wtedy też podwyżkę mającą wyrównać mu dalsze starania.

Po kolejnych kilku latach Janusz uznał, że pora się wycofać z interesu. Firmę przekazał córce. Ta doszła do wniosku, że sprzedaż jest już dobrze poukładana, więc mój klient jest w pozycji tego Murzyna, który zrobił swoje. Dostał więc wypowiedzenie.

Klienta zabolały bzdurne powody rozstania, jakie mu podano. Udał się więc do sądu z odwołaniem. Krok ten został uznany przez Janusza za wypowiedzenie wojny. Przypomniał więc sobie o podkładce jaką zrobił dziewięć lat wcześniej pod wypłatę premii i nadgodzin.

Mój klient dostał ultimatum – albo cofnie odwołanie albo Janusz pozwie go o zwrot “pożyczki”. Ponieważ nie cofnął wylądowaliśmy w Sądzie Okręgowym z pozwem o zapłatę.

I tu Janusza spotkała niespodzianka – udało się mi wykazać pozorność umowy. Najzabawniejsze były jego tłumaczenia, dlaczego wcześniej nie dochodził niczego. Nie potrzebował, a nawet kiedy płacił pod stołem dodatkowe premie, to liczył, że mój klient po wzięciu koperty wróci do niego z nią. Jak tego nie robił – nie uznawał za właściwe się przypominać.

Sprawa ciekawa o tyle, że Janusze już są, na dobrą sprawę, na wymarciu. Teraz jeszcze zostało nam zakończyć sprawę o odwołanie od wypowiedzenia.

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Daniel Anweiler Kwiecień 8, 2016 o 10:31

Niestety nie są na wymarciu. Teraz wchodzi mowę pokolenie które studiowało i dorobiło sie w latach 90. Rys nieomylności ten sam. Myślę, że dopóki nie zmieni się myślenie o tym że w biznesie etyka jest też ważna a jeżeli dobrze traktujesz pracowników to oni dobrze potraktują twoich klientów. Do tego czasu Jsnusze będą dalej robić kosztem pracownikow interesy.

Odpowiedz

Tomasz Tomaszczyk Kwiecień 8, 2016 o 17:13

Ale to już nie Janusze. Nawet nie wiem jak to właściwie określić. Oni nie mają gestu Januszów i najbardziej zawzięcie biją się o miejsce przy darmowym bufecie. Ale jak to mówią – frak leży dobrze dopiero w trzecim pokoleniu…

Odpowiedz

Daniel Anweiler Kwiecień 8, 2016 o 18:06

Tak, zgadzam się co do tego darmowego bufetu. Wydaje mi się, że to Janusze 2.0, nie ich potomkowie tylko nowsze wersje w drogich garniturach i fajnych autach ale z tym samym mentalnym podejściem do pracowników.

Odpowiedz

Tomasz Tomaszczyk Kwiecień 8, 2016 o 18:20

No nie do końca. Nowe pokolenie często pracowników w ogóle ma gdzieś. Ci 1.0 chcieli być tymi patronami, mieć gest itd.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: