Wpis

Publikacja

Powiedzmy, że jesteśmy na wypowiedzeniu. Dostaliśmy lepszą ofertę i wobec tego dziękujemy naszemu dotychczasowemu pracodawcy. A tą lepszą ofertę dostaliśmy, bo naprawdę jesteśmy dobrzy w tym co robimy, zbudowaliśmy spory kawałek biznesu, co zostało zauważone przez konkurencję.

Szefostwo nie dało nam zakazu konkurencji po zakończeniu stosunku pracy, a my uważamy, że postępujemy uczciwie mówiąc jak jest i jesteśmy zdziwieni, jak bardzo druga strona się wkurzyła. Zapraszają na spotkanie z zarządem, na którym mieli przedstawić nam kontrofertę, a zamiast tego skończyło się na krzykach i oskarżeniach o zdradę oraz nielojalność. Na koniec dają nam oświadczenie o rozwiązaniu umowy o pracę w trybie art. 52 kp. Dyscyplinarka za podejrzenie, że wcześniej już coś knuliśmy i wynosimy tajemnice firmy.

Bzdura totalna, ale co robić? Idziemy do prawnika od prawa pracy, pewni, że w sądzie szybko wygramy swoje. I tu niespodzianka. Znaczy się raczej wygramy, ale na pewno nie szybko. Przy naprawdę dobrych wiatrach tak gdzieś za rok. No i odszkodowanie będzie niezbyt wysokie, bo obejmowało będzie nasze wynagrodzenie do końca okresu wypowiedzenia, a dali nam to na trzy tygodnie przed końcem.

Jak to możliwe? Ponieważ nasze sądy, nawet po reformie KPC, są wolne. A nawet bardzo wolne, bo na pierwszy termin rozprawy musimy się szykować tak mniej więcej po pół roku od złożenia pozwu. Dalej po staremu sąd najbardziej boi się zarzutu nierozpoznania istoty sprawy i nieprzeprowadzenia postępowania dowodowego w całości, więc raczej sprawdzi każdy wątek rzucony przez pracodawcę. A to wszystko będzie trwało, bo może i przepisy się zmieniły, ale mentalność nie bardzo.

A więc może odpuścić? Nie bardzo – zdobyliśmy tutaj spory kawałek doświadczenia, a tu kiedyś w przyszłości trzeba się będzie tłumaczyć dlaczego świadectwo pracy wygląda jak wygląda.

Dlatego do roszczenia o odszkodowanie warto dorzucić drugie roszczenie – o zadośćuczynienie. Dyscyplinarka bowiem powoduje nie tylko szkodę – natychmiastowe rozwiązanie umowy o pracę i brak wynagrodzenia za końcówkę okresu wypowiedzenia,ale również narusza nasze dobra osobiste – dobre imię, renomę profesjonalisty, i tym podobne. Wtedy już czas jaki zmarnujemy na dochodzenie sprawiedliwości przestaje wyglądać jak zmarnowany, a pracodawca ma okazję na refleksję odnośnie swojego genialnego pomysłu związanego z ukutym ego Janusza biznesu.

Więc tak czy siak – na końcu #damyradę;-)

Tomasz Tomaszczyk

Tomasz Tomaszczyk

Specjalista prawa pracy
i prawa rodzinnego

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Powiadom znajomych

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o