Żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce… Czyli o urlopie na żądanie

Tomasz Tomaszczyk        15 lutego 2016        Komentarze (1)

Poranek poniedziałkowy niejednego wprowadza w przreceived_10153434266780886erażenie. Trzeba zbierać się do pracy, a tu czasem okazuje się, że weekend jednak za intensywny był.

Wtedy szybko zaczynamy w głowie szukać rozwiązania trudnej sytuacji i w umyśle wypływa hasło “urlop na żądanie”.

Panuje powszechne przekonanie, że pracodawca tego urlopu musi nam udzielić. Tak kolorowo jednak nie jest. Urlop na żądanie jest zwykłym urlopem, więc chęć skorzystania z niego winna być co do zasady zgłoszona przed rozpoczęciem pracy, a pracodawca ma możliwość odmówienia go nam.

Jeżeli nie mamy dobrego wytłumaczenia dlaczego do pracy się nie stawiliśmy mimo odmowy pracodawcy narażamy się nawet na dyscyplinarkę. Miłego dnia:-).

{ 1 komentarz… przeczytaj go poniżej albo dodaj swój }

Daniel Anweiler | Dokumentacja medyczna Luty 17, 2016 o 14:19

Bardzo dobry wpis. W punkt. Często urlop na żądanie jest nadużywany. Widzę to os strony obsługi pracodawcy. Problem jednak z tym, że mało który pracodawca ma siły i środki, żeby sprawdzić prawdziwość oświadczenia pracownika co do przyczyn urlopu na żądanie. No i tak sobie to u nas w kraju wypracowano metodę przez źle pojęta praktykę.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: